Miesięczne archiwum: Grudzień 2017

Warto czytać

Zaczęło się od rozmowy z mężem o jakimś filmie. Padło nazwisko Raczek i tu nastąpiła nagła konstatacja, że jakoś dawno go nie widzieliśmy w żadnej telewizji. Kolejny krok to Internet, bo tam na pewno coś na temat aktualnych działań tego pana będzie. Notka w Wikipedii spowodowała jedynie westchnienie, że „starzejemy się”, ale przypomniała kolejną postać – Marcina Szczygielskiego. Mnie ten pan kojarzy się z „Filipinkami” – kultowym dla szczecinian ( i nie tylko) zespołem, ponieważ, jest synem jednej z Filipinek i autorem książki „Filipinki To My”. Przyznam, że nie jestem zbytnio obeznana ze współczesną polską literaturą, a tu okazuje się, że Szczygielski jest autorem uznanym i nagradzanym. Skoro tak, to postanowiłam sięgnąć po jakąś jego książkę. Wybór padł na powieść „Berek”. Zaciekawiło mnie zestawienie bohaterów – Paweł – określany w recenzjach jako młody wielkomiejski gej i Anna – moherowa emerytka.

Ano zobaczymy, pomyślałam, co z tego dało się sklecić. 

Czyta się na pewno lekko. Autor skupia się na akcji, wyciąganie wniosków pozostawiając czytelnikowi. Bez wątpienia powieść jest najeżona stereotypami, które momentami aż kłują w oczy dosłownością, żeby nie powiedzieć łapatologią. Losy bohaterów, ich przemiana mają cechy baśni, gdzie wszystko kończy się dobrze, a bohaterowie żyją długo i szczęśliwie. Można więc rzec, że ciągnie się za powieścią dydaktyczny smrodek i wyraz pobożnych życzeń środowiska LGBT, żeby to, dziś jest skandalizujące obyczajowo, stało się akceptowane.

„Berek” jest klasyfikowany jako powieść gejowska, jako że traktuje o rzeczywistości tego środowiska na wielu płaszczyznach – przede wszystkim społecznej i środowiskowej. Zawiera też fragmenty, które można uznać za pornograficzne, ale w moim odczuciu służą  one całości  treści. Gdyby nie te elementy, byłaby to po prostu kolejna powieść o potrzebie miłości, akceptacji, o relacjach rodzinnych, które determinują nasze dorosłe życie. Czyli nihil novi sub sole. 

Ja znalazłam w tej książce jeszcze coś. Taki drobiazg, który spowodował uśmiech i poczucie wspólnoty z autorem. Otóż jeden z bohaterów jest nauczycielem i ma kłopoty w pracy. W pewnym momencie padają dwa, dobrze mi znane nazwiska nauczycielek wraz z dosadną charakterystyką. I w tym momencie pojawia się  uśmiech oraz przeświadczenie, że oboje chodziliśmy do tego samego LO i mamy podobne wspomnienia, dotyczące owych nauczycielek.  :) Wiele lat później z jedną z nich pracowałam w jednej szkole. 

Itak to zaczęło się od rozmowy o filmie, a skończyło na rozszerzeniu wiedzy o współczesnych gatunkach literackich oraz licealnych wspomnieniach.

Świątecznie

Wszystkim, którzy mnie odwiedzają często i tym, którzy trafią tu przez przypadek, przyjaciółkom i przyjaciołom oraz tym zupełnie mi obcym, wierzącym i ateistom – wszystkim Wam życzę radosnych świąt Bożego Narodzenia. Będziecie je spędzać tak, jak Wam każe religijny lub tylko rodzinny zwyczaj, ale niech spotkania przy świątecznym stole staną się impulsem do okazania miłości, do pojednania i wybaczenia. Niech Was przepełnia wiara, nadzieja i miłość, którą podzielicie się z najbliższymi. Wesołych świąt! 

A przy okazji kilka zdjęć zrobionych wczoraj w  Norymberdze. 

Wnętrze romańsko-gotyckiego kościoła św. Sebalda z charakterystycznym dla ewangelickich świątyń skromnym wystrojem. 

Obok tradycyjne świąteczne ozdoby – ludziki wykonane z suszonych śliwek, fig i orzechów. Postać związana z tutejsza legendą. Podobne można ponoć kupić w Dreźnie, ale Bawarczycy twierdzą, że tylko ich Śliwkowy ludzik jest prawdziwy;)

I na koniec jeden ze straganów na jarmarku, który odbywa się na uliczkach norymberskiego Arsenału.

IMG_20171222_144509tv IMG_20171222_145136 IMG_20171222_152119

Chyba tu zostanę

Trzeba się stąd przenieść  albo blog poleci w niebyt. Są jakieś instrukcje dotyczące przenosin i są już takie blogerki , którym to się udało! Podziwiam!  Mnie dosłownie  trzęsie na samą myśl, że mogłabym  zapoznać się z tymi instrukcjami, bo wiem, że nie zrozumiem niczego poza spójnikami i ewentualnie jednym-dwoma czasownikami, których użył autor/-ka. Chyba więc pozostawię losy bloga biegowi czasu. Nie jestem do niego jakoś szczególnie przywiązana. Nie mam już tej co kiedyś chęci do pisania, bo nie mam nic ciekawego do zaoferowania czytelnikom. To, czym żyję, moje myśli, spostrzeżenia, jakieś refleksje  nie są  warte zapisania, uwiecznienia. Ot, zwykły los przeciętnej kobiety. Trawestując klasyka:  Szarość widzę! Szarość! ;)