Kolekcjonerzy w Belgradzie

Nareszcie jestem w domu! Szczęśliwie dotarliśmy na miejsce w czwartek późnym popołudniem. Weekend poświęciłam na rozpakowywanie maneli, pranie, prasowanie. I na sprzątanie balkonu, który w czasie naszej nieobecności upodobały sobie gołębie. Nie obyło się bez porządnych rękawic, wrzątku i żrącej chemii. Jutro kupujemy siatkę, żeby się odciąć od tego elementu miejskiej przyrody.

A teraz pierwsze wspomnienie z urlopu. Naszym głównym celem była giełda birofilska w Belgradzie. Od dziewiętnastu lat odbywa się tam Festiwal Piwa i w tym roku po raz pierwszy imprezą towarzyszącą była giełda. Takie spotkania kolekcjonerskie są bardzo popularne w Polsce, Czechach, na Słowacji, w Niemczech. Wszędzie tam, gdzie pije się piwo. Kiedyś już pisałam, że zbierać można wszystko. Najbardziej popularne jest zbieranie kapsli, etykiet, otwieraczy, podkładek i szkła.  Ale i tu są wąskie specjalizacje. Można zbierać tematycznie, np. etykiety na których uwidoczniono stroje ludowe, środki transportu, kapsle emitowane z okazji wydarzeń sportowych, szkło tylko z jednego browaru albo szkło do jednego rodzaju piwa itd. Są zbieracze butelek z konkretnego browaru albo z konkretnego przedziału czasowego. Są kolekcjonerzy miniatur samochodów służących do transportu piwa, są tacy, których  interesują stare fotografie browarów. Co kolekcjoner to pomysł.

Giełda w Belgradzie była malutka. Pewnie dlatego, że to był pierwszy raz.  Przyjechała spora grupa Słowaków, kilku Czechów, jeden Węgier, małżeństwo Austriaków, a z Polski my i nasz znajomy z Lublina. Podobnie jak rok temu w Rydze mieliśmy stoliki obok siebie. Byli też Serbowie, ale ton imprezie nadawali Słowacy, bo było ich najwięcej. Z wieloma  nich znamy się  od lat, więc była okazja do pogadania, uwiecznienia spotkania na zdjęciach i wypicia kufelka. Jak zwykle było głośno, radośnie, serdecznie. Pogoda nam sprzyjała, bo było prawie 40 stopni ciepła. Chciałam pokazać Wam krótki film, ale wyświetlił mi się komunikat, że nie można zamieścić pliku „w związku z bezpieczeństwem”. Pojęcia nie mam, komu i czemu tych kilkanaście sekund filmu może zagrozić, ale trudno.

DSC03513

 To fragment naszego stolika. Największe wzięcie miały miniaturki samochodów.

DSC03546 DSC03593

Najpierw polowanie na ciekawe okazy, a na koniec wspólne zdjęcie giełdowiczów i organizatorów.

DSC03574 I jeszcze jedno zdjęcie. Tym razem ze starymi przyjaciółmi ze Słowacji.

Giełdy to nie tylko spotkania hobbystów, którzy chcą zdobyć nowe okazy do swoich kolekcji. W dużej mierze są to przefajne spotkania towarzyskie, bo wszyscy znamy się od lat. Dla niektórych to sposób na życie, na zwiedzanie świata, czasem na zarabianie.  Bywają tacy, którzy potrafią polecieć na inny kontynent, żeby zdobyć jedną etykietę czy butelkę. Bo to jest pasja. Jurek z Danką kupili większe mieszkanie tylko dlatego, że w starym nie mieściła się kolekcja kufli i pokali. Jacek wozi rodzinę na wakacje tam, gdzie jest giełda. Dlatego w ubiegłym roku odpoczywali w Jurmali, a w tym gdzieś niedaleko Belgradu. My przez wiele lat organizowaliśmy taką giełdę w naszym mieście. Teraz, ze względu na charakter pracy OM, nie jesteśmy w stanie tego robić. Rekompensujemy to sobie wyjazdami na giełdy przygotowane przez innych. Aż się boję myśleć, dokąd  OM zawlecze mnie za rok.

 

 

14 myśli nt. „Kolekcjonerzy w Belgradzie

    1. maskakropka2 Autor wpisu

      Nie do końca masz rację. Najbardziej jestem zawsze zadowolona z powrotu. Resztę przyjmuję hołdując filozofii ryby – płynę z prądem;)
      Uściski:)))

      Odpowiedz
  1. ~Gina

    Hej Halinko, najwazniejsze , ze szczesliwie dotarliscie do domu – wspaniala ta gielda !
    I ci ludzie usmiechnieci, weseli, serdeczni – taka wspolna pasja to super sprawa.
    Piekne wspomnienia zostana na zawsze, musialo byc cudnie. A za rok, kto wie – moze dotrzecie do Anglii ?
    Nigdy nie slyszalam o tutejszych gieldach piwoszy, ale piwo tutaj leje sie strumieniami w kazdym pubie i w dalszym ciagu istnieje mnostwo malych lokalnych browarow – dla piwoszy to raj na ziemi.
    Z wielka przyjemnoscia ugoscilabym was tutaj w naszym domku – i jest co zwiedzac ! :)

    Usciski serdeczne – napisze na maila

    Odpowiedz
  2. ~roksanna

    Lubię taką atmosferę :)
    Lubię piwo. I też w niedużych ilościach. A teraz pozwalam sobie na wypicie małego bez alkoholu, dla przypomnienia smaku. No bo jak to lato bez piwa??? Nie da się ;p
    Czy dobrze widzę, że wyglądasz pięknie w kapelusiku? :)))

    Podróże bywają męczące, szczególnie takie w których non stop się gdzieś przemieszczasz. Rekompensują ten trud spotkania z ciekawymi ludźmi i zachwycające miejsca. Jednak jak ktoś nie za bardzo lubi, to i tak zawsze będzie się cieszył z powrotu do domu.

    Ja lubię podróżować ale i wracać.

    Miłego w domku! :*

    Odpowiedz
  3. maskakropka2 Autor wpisu

    Lato bez piwa, to nie lato! :)
    Pięknie to ja nie wyglądam w żadnym nakryciu głowy, ale był taki upał, że bałam się bólu głowy i stąd ten kapelutek.
    Serdeczności:)))

    Odpowiedz
    1. ~Gina

      Halinko, wygladasz slodko w tym kapelutku !
      A ja to odwrotnie – im wiekszy upal, tym mniej na sobie musze miec, a na glowie nic zupelnie, bo ze mnie pot plynie strumieniami… to taki okres :) Kapelusze i czapki to dla mnie tylko zima :)
      Usciski

      Odpowiedz
      1. maskakropka2 Autor wpisu

        Dzięki za dobre słowo:)
        Mój wujek ma taką teorię, że latem trzeba się grubo ubierać, żeby się odizolować od temperatury zewnętrznej. Ale, jak twierdzi, nie ma odwagi dowieść słuszności tej tezy na drodze eksperymentu;)
        Nie lubię czapek, bo w każdej wyglądam jak sierota.:(
        Buziaki:)))

        Odpowiedz
        1. ~Gina

          Ha ha, moze cos w tym jest, ale ja sie tez nie podejmuje sprawdzac na sobie :) Swoja droga Arabowie na pustyni chodza zakutani w turbany i galabije – i to wlasnie jest ochrona przed sloncem…Zawsze sie dziwilam czemu czesc z nich chodzi ubrana na bialo a czesc na czarno – ponoc i jeden i drugi kolor swietnie odbija promienie sloneczne , a jednak wydaje mi sie , ze w czarnym gorecej ? Postaram sie sprawdzic te teorie juz niedlugo :)

          Odpowiedz
  4. ~Anna

    Na szczęście mój mąż, choć lubi piwo, niczego nie kolekcjonuje.
    Chyba bym go wyrzuciła do piwnicy razem z butelkami czy puszkami po piwie.
    Współczuję Ci tych odchodów gołębich na balkonie, bo też przez to przechodziłam. Ktoś w pobliżu musi je karmić, bo inaczej by nie przylatywały.
    Serdecznie pozdrawiam.

    Odpowiedz
    1. maskakropka2 Autor wpisu

      Jestem przekonana, że na pewno nie wyrzuciłabyś ani męża, ani jego kolekcji:) Mój zbiera przedwojenne butelki i książki o piwie. Czasem też coś o historii browarnictwa pisze.
      Gołębie trochę odpuściły. Na szczęście!
      Serdeczności:)))

      Odpowiedz
      1. ~Anna

        Masko, mój syn kolekcjonuje butelki po piwie, ale ma na to miejsce. Mój mąż w tej chwili popija piwo z sokiem malinowym, ale butelkę zwróci do sklepu.
        Prosiłaś o adres ewentualnego nowego bloga. Mam drugi blog działkowy na Bloggerze, na wszelki wypadek podam Ci jego adres, bo nigdy nic nie wiadomo
        https://dzialka-anki.blogspot.com/
        Serdecznie pozdrawiam.

        Odpowiedz
          1. ~Anna

            Nie mam pojęcia, jakie butelki syn zbiera, bo stawia je w kuchni na szafkach, a to dla mnie za wysoko. Kiedyś Magda Gessler mówiła, że puste butelki przynoszą nieszczęście.
            Syn kolekcjonuje też pełne butelki z alkoholem. Kiedyś sprezentowałam mu zestaw malutkich buteleczek z likierami, które kupiłam w San Marino. U mnie te buteleczki w specjalnym oryginalnym pudełeczku stały ponad 10 lat. Syn też go nie chce otworzyć i podejrzewam, że nigdy nie otworzy.
            Ja kolekcjonuję porcelanę i mam pokaźny zbiór.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>